poniedziałek, 6 kwietnia 2015

25. „W obliczu śmierci” cz.1

„Narrator”
Laura rzucała się na Rossa i wypominała mu wszystko. To ile razy ją rzucił, ile razy zranił, ile razy obraził… To, że dla niego uczyła się jeździć na rowerze, to ile razy się kochali… Za to on stał cicho. Pozwalał jej na wszystko. Na bicie, gryzienie, plucie… I ani razu jej nie oddał. Za bardzo ją kochał by to zrobić.
- Nie chcę Cię więcej widzieć! Zostaw mnie w spokoju! – krzyczała i krzyczała.
Chwyciła go za szyję i zaczęła dusić jak gęś. Później gdy widziała, że jeszcze za mało cierpi i nic go nie rusza, wbiła mu paznokcie w szyję. Wbiła je tak głęboko, że po chwili z ran, które przez to powstały zaczęły krwawić. Ross zaczął tracić przytomność. Oparł się o barierkę, ale gdy stracił przytomność poleciał do tyłu i wyleciał przez barierki.
- Ross nie! – krzyknęła Laura.


--------------------
Hejka.
Mam nadzieję, że dzisiejszy krótki i tragiczny rozdział nie popsuł Wam świątecznego nastroju.
Pozdrawiam i do napisania <3

piątek, 3 kwietnia 2015

24. „Oblicza miłości” cz.4

„Narrator”
Tuż przed tortem Ross postanowił wyjść zapalić na balkon. Stał, opierał się o barierkę i palił kiedy podeszła do niego Laura i zabrała mu papierosa.
- Ross proszę nie pal.
- Dlaczego mam nie palić?
- Bo ja tu jestem? – spytała retorycznie.
- I co z tego?
- Co z tego? Ja tu jestem, pod sercem noszę twoje dzieci, a Ty palisz przy nas i możesz nam zaszkodzić.
Ross tylko prychnął i obrócił się twarzą do niej.
- Przestaniesz palić? – spytała.
- Nie.
- To w domu, przy dzieciach będziesz palił, tak? Ja na to nie pozwolę.
- Co Ci do tego? Kto Ci naopowiadał głupot, że stworzymy szczęśliwą rodzinę?
- Sam tak mówiłeś. – przypomniała mu. – Chciałeś być ze mną, stworzyć rodzinę… Serio tego nie pamiętasz?
- Pamiętam, ale to było dawno. Byłem młody i głupi.
- Teraz też jesteś! – podniosła ton. – Ja nie będę tego wszystkiego dłużej tolerować! To koniec! Nie odzywaj się do mnie! – wykrzyczała mu prosto w twarz i poszła na salę. Usiadła na swoim miejscu i nie zwracając uwagi na to, że wszyscy ludzie się na nią patrzą rozpłakała się.

„Ellington”
Laura siedziała i płakała, a ja i moja Dellunia próbowaliśmy ją uspokoić.
- Chodź Delly. Dajmy się jej wypłakać. – chwyciłem żonę za rękę i zabrałem na środek parkietu. Po chwili na salę wjechał tort. Pokroiliśmy go razem. Pierwszy kawałek jak tradycja mówi, musi zjeść młoda para. Tak więc ja karmiłem tortem Delly, a ona mnie. Następnie rozdaliśmy go gościom. Ross podszedł do nas i zabrał kawałek dla siebie i dla Laury. Widziałem tylko jak jej go zaniósł.


„Laura”
Ross przyniósł tort. Podał mi kawałek na talerzyku po czym przysiadł się. W sumie to było jego miejsce.
- Nie złość się na mnie… - pogłaskał mnie po twarzy.
- A właśnie, że będę. Nie zasłużyłeś na mnie, na nasze dzieci i na miłość. – odpowiedziałam mu i wyszłam z kawałkiem tortu na balkon. Usiadłam sama przy stoliku. Ross wyszedł tam za mną. Miał ze sobą gitarę. Ciekawe skąd ją wziął. Zaczął powoli szarpać struny, a po chwili także śpiewać.
Gdy skończył chciał mnie pocałować, ale uderzyłam go z liścia w twarz.
- Czy Ty myślałeś, że Ci wybaczę jak zaśpiewasz mi „Hurricanes And Planes” Matthew Komy? – spytałam wściekła.
- Jak chcesz mogę zaśpiewać jeszcze „Clarity”.
- To śpiewaj! I tak Ci nie wybaczę! – krzyknęłam.
- To okay.
Zaczął śpiewać. Doszedł do refrenu kiedy nie wytrzymałam. Rzuciłam się na niego z pięściami.
- Dość! – krzyknęłam. Przestraszony Ross odłożył gitarę na bok.


----------------------------
Witam Was serdecznie tuż przed świętami.
Szykujecie już koszyczek na jutro?
Zapraszam serdecznie w niedzielę na prolog na moim nowym blogu (http://youlovewhoyoulove.blogspot.com) :)
Piosenki, które pojawiły się dziś w rozdziale to jedne z moich ulubionych tego wykonawcy.
Możecie ich posłuchać pod tymi linkami.
Pozdrawiam i do napisania <3

środa, 1 kwietnia 2015

23. „Oblicza miłości” cz.3

„Ross”
Wesele trwało dalej. Wszyscy albo tańczyli albo chlali wódę przy stole. Czyli typowe wesele. Ryd dowiedziała się o całej akcji na balkonie. Zauważyłem, że długo gadała najpierw z Lau, a potem z Ellem. Pewnie chce nas pogodzić.
- Rossy chodź na parkiet. – Delly stanęła nade mną i poprosiła.
- Nie… - mruknąłem.
- Nie zatańczysz z własną siostrą na jej weselu? – spytała i zrobiła smutną minę. Żal mi jej. Ma rację. To jej wesele i nie mogę siedzieć przy stole. Po za tym nie chcę sprawić jej przykrości w dniu jej ślubu.
- Zgoda. – odparłem i wstałem od stołu. Wyszedłem z Rydel na parkiet. Tańczyliśmy szybki kawałek, najprawdopodobniej Disco Polo. Następnie puścili nasz utwór ~ „Let's Not Be Alone Tonight”. W tym momencie Ell tańczący z Laurą zjawił się obok nas.
- Odbijany! – krzyknął i porwał Ryd w obroty. Nim się zorientowałem kołysałem się z Laurą w moich ramionach w rytm „Let's Not Be Alone Tonight”.
- Przepraszam za moje zachowanie… - szepnąłem jej do ucha i obróciłem ją twarzą do mnie. Spojrzała mi głęboko w oczy po czym złożyła na moich ustach krótki, ale namiętny pocałunek. Wszystko dokoła zniknęło. Liczyła się tylko ona.
- Widzisz Ell, miałam dobry pomysł. – usłyszałem szept Ryd, który przywrócił mnie na ziemię. Spojrzałem na Laurę.
- Wybaczysz mi? – spytałem.
- Tak. – znów mnie pocałowała.
- A kochasz mnie? Zrozumiem jeśli powiesz nie… – chciałem powiedzieć coś jeszcze, ale Lau przerwała mi pocałunkiem.
- Tak. – odpowiedziała i znów kiss.

- Awww… - usłyszałem za pleców. Wszyscy goście patrzeli się na nas. No tak. Staliśmy na samym środku parkietu i się całowaliśmy.


-----------------------
Witam Was serdecznie.
Jeśli ktoś z Was myśli, że Ross i Laura wrócili do siebie na dobre to jest ta osoba w błędzie.
Zapraszam na kolejne rozdziały, w których będzie się sporo działo.
Pozdrawiam i do napisania <3

poniedziałek, 30 marca 2015

22. „Oblicza miłości” cz.2

„Riker”
Wszyscy przyjechali na salę weselną. Znajdowała się ona na drugim piętrze, zaraz nad monopolowym. Jak się wódka skończy to przynamniej jest blisko do sklepu.
Ryd i Ell rzucali kieliszkami… I to akurat prosto we mnie! Co takiego im zrobiłem!?
Gdy para młoda posprzątała szkła, goście zajęli miejsca. Usiadłem koło… Vanessy! Rety… Jak ja dawno jej nie widziałem…
- Hej Van. – przytuliłem ją. Obróciła się w moją stronę zdziwiona.
- Rikuch! – rzuciła się mi na szyję. – Tęskniłam za Tobą kochanie. – szepnęła mi do ucha i pocałowała w nie.
- Ja też Cię kocham. – pocałowałem ją namiętnie w usta. – A tak właściwie… Co tu robisz? Przecież kupił Cię bogaty arab… Myślałem, że już nie wrócisz.
- Wiesz to długa historia. Na początku udawałam rzeźbę, ale pewnego dnia się zdemaskowałam. Arab właśnie sprzątał kurz i przejechał mi włochatą szczotką pod nosem. A że jestem wrażliwa to kichnęłam. I wtedy się wszystko wydało. Postanowił, że będę jego czternastą żoną. Tak więc zaczęły się przygotowania. W dzień ślubu okłamałam sługę, któremu powiedziałam, że idę na spacer. Tak naprawdę to przeskoczyłam przez płot i biegłam przed siebie. Później jechałam karawaną, a jeszcze później sama na wielbłądzie przez pustynię. W jakimś większym mieście znalazłam stację kolejową i jechałam pociągiem przez kolejne dwa dni. Następnie złapałam jakiegoś busa i tak dojechałam do Frankfurtu. Podróż trwała naprawdę długo, ale gdy już byłam w tym Frankfurcie to przesiadłam się na samolot. Gdy wylądowałam w LA było już po 15, tak więc ruszyłam prosto do kościoła, O ślubie Rydellington wiedziałam z mediów, rozmów przechodniów… I w taki oto sposób znalazłam się tutaj. – zakończyła swoją jakże fascynującą opowieść.
- Wow. – Tylko tyle dałem radę powiedzieć.
- A co się u Ciebie działo w tym czasie?
- Nagraliśmy film, poszukiwaliśmy Delly, którą więził Shor…
- Co!? Ryd była więziona!?
- Właśnie tak. Ale to jeszcze nie wszystko. Laura pojechała do Afryki i była umierająca, a Ross pojechał później do niej i się nią opiekował. Wszystko było ładnie pięknie, ale ostatnio coś się między nimi popsuło. Jak kiedyś potrafili całe dnie spędzić w łóżku i się seksić tak teraz wcale tego nie robią. Śpią osobno, rzadko gdzieś razem wychodzą, mało ze sobą rozmawiają… Próbowałem wiele rzeczy, ale z dnia na dzień jest między nimi coraz gorzej.
- To nieciekawie… Pogadam z Laurą i potem razem coś wymyślimy. – cmoknęła mnie w policzek i poszła wyciągnąć Lau na balkon.

„Vanessa”
Wyciągnęłam siostrę na balkon.
- Co się dzieje Lau?
- Ale o co Ci chodzi?
- O Ciebie i Rossa… Wiem od Rika, że coś się między wami psuje…
- Najpierw Ross zaczął mnie olewać. Później odtrącać, aż w końcu powiedział, że to koniec i, że to co między nami było dla niego nic nie znaczyło i nie znaczy.
- I co teraz?
- Nic. Utrzymujemy koleżeńskie stosunki, ale i tak jest mi ciężko. Zranił mnie, ale i tak go kocham. Po za tym noszę pod sercem jego trojaczki.
- On o tym nie wie, prawda?
- Nie wie i się nie dowie. Skoro mnie nie chce to  pewnie ich też nie będzie chciał.
- Masz rację.
W tym momencie na balkon wyszedł Ross.
- Ja już wrócę do Rika. – oznajmiłam i poszłam na salę.

„Laura”
Ross wyszedł na balkon, oparł się o barierkę i wyciągnął z marynarki paczkę papierosów. Wyjął jednego i zapalił.
- Ross co Ty odwalasz? – spytałam się go, ale nie otrzymałam odpowiedzi. – Od kiedy palisz? – znów zero odpowiedzi. – Ross ja mówię do Ciebie. – mówiłam do niego, ale nie reagował. Dopiero jak zabrałam mu papierosa ocknął się i spojrzał na mnie.
- Oddaj! – krzyknął.
- Spokojnie Ross, spokojnie. – zgasiłam papierosa.
- Coś Ty zrobiła!?
- Ross nie krzycz na mnie. Robię to dla Twojego dobra. Wiesz, że Cię kocham.
- Wiem, ale ja Ciebie nie kocham i zrozum to w końcu.
- A wiesz, że będziemy mieli dzieci? – spytałam.
- Teraz już tak!
- Spokojnie Ross. – starałam się go uspokoić. Przytuliłam go od tyłu. – Będziesz kochał nasze dzieci?
- Nie! I weź mnie nie dotykaj! – krzyknął, odtrącił mnie i wrócił na salę.
- Świetnie. – mruknęłam sama do siebie. „Jak ja mogłam kiedyś z nim być? Jak?” Pytałam się w myślach. „Nigdy więcej chłopaków typu Ross.”.


-----------------------------
Hejka.
Jak widzicie wesele Rydellington trwa, a Raura się kłóci...
Czy ktoś z Was spodziewał się, że Ross będzie palił?
Przyznam szczerze, że ten pomysł przyszedł mi do głowy po zobaczeniu w Internecie taj przeróbki:



Pozdrawiam i do napisania <3



sobota, 28 marca 2015

21. „Oblicza miłości” cz.1

„Rydel”
Obudziłam się wczesnym rankiem. Spojrzałam w kalendarz. W serduszku była zaznaczona dzisiejsza data. No tak! Zapomniałam! Dziś jest mój ślub z Ellem. Co prawda mam wątpliwości czy na pewno chcę za niego wyjść, ale to przecież normalne u każdej panny młodej.
Wstałam z łóżka, ubrałam swoje kapcie w Hello Kitty i zeszłam na dół. W kuchni siedziały już Lau, Sav i Alex. Laura miała na włosach papiloty, a Alex walczyła z prostownicą.
- To paskudne urządzenie nie chce opiekać tostów! – krzyknęła zirytowana Sav ~ jedyna dziewczyna w tym domu, która nie szykowała się tylko walczyła ze sprzętem.
- Bo to jest radio. – oznajmiłam i przysiadłam się do Laury. – Co na śniadanko? – spytałam.
- Miały być tosty, ale jak widać radio nie chcę ich opiec… - zaśmiała się Lau.
- Ta prostownica jest do niczego! – Alex też miała drobne problemy.
- A może tak podłączysz ją do prądu? – spytałam retorycznie.
Alex rozejrzała się po kuchni po czym dokładnie obejrzała prostownicę.
- Masz rację Delly. – odrzekła po chwili. – Jestem dziś taka nieogarnięta i stresuję się ślubem… A to dlatego, że to Ty, moja najlepsza przyjaciółka go bierzesz. – rozgadała się.
- Kolejne urządzenie do niczego! – Sav próbowała opiec tosty w sokowirówce.
- To nie pomoże Ci opiec tostów. To sokowirówka.
- A rzeczywiście. Jaka ja głupia. – zaśmiała się cicho i wsadziła tosty do zmywarki. – To na pewno je opiecze. – oznajmiła z dumą.
- To zmywarka. – powiedziała Laura. – Wiecie co? Może ja zrobię śniadanie? – spytała i nie czekając na naszą odpowiedź,  zabrała się za robienie jedzenia.

„Ross”
Od samego rana siedzę z braćmi w domu Ellingtona. Nasz perkusista cały czas kręci się w tą i z powrotem, gada bzdury… On naprawdę się stresuje. W sumie mu się nie dziwie. Kto się nie stresuje ślubem Rydel. Ona jest nieprzewidywalna. Potrafi zmienić decyzję w ciągu sekundy.
- Spokojnie, wszystko będzie okay. – Rik poklepał Ella po ramieniu.
- Smacznego. – Rocky podał mu kanapki i herbatę.
- Dzięki, że przy mnie jesteście. – Ratliff podziękował nam bez powodu.
- Nie dziękuj. Czego to nie zrobi się dla kumpla. – oznajmiłem.
- I dla kasy. – rzucił Ryland, a Rik szturchnął go w bok. Najmłodszy z nas zrobił niewinny uśmieszek.
- A Wy się jeszcze nie szykujecie? – spytał tata Mark. – Cheryl i George czekają  na Ciebie Ell z garniturem.
- Jest jeszcze dużo czasu. Jest dopiero 8, a ślub jest dopiero o 16. – Ellington był bardziej opanowany niż my wszyscy.
- Zobaczysz jak szybko ten czas zleci. Chłopaki szykować się! – tata Mark jak zwykle wie lepiej.

„Laura”
Po śniadaniu zaczęłyśmy się powoli szykować. Delly uczesała dziewczyny w warkocze. Ja uczesałam się sama. Związałam włosy w wysokiego kucyka, w którym moje loczki wyglądały uroczo. Później Rydel musiała umalować dziewczyny. Ja zrobiłam sobie makijaż i przyniosłam Ryd suknię oraz welon. Uczesałam jej koka i zrobiłam lekki ślubny make-up. Gdy wszystkie miałyśmy zrobiony make-up, manicure i pedicure oraz fryzury był czas aby się przebrać. Najpierw przebrałam się ja i dziewczyny. Alex ubrała piękną zieloną sukienkę, a Sav czerwoną. Później razem ze Stormie, ubraną w jasno turkusową sukienkę, pomogłyśmy Rydel z jej suknią. Miała ona dużo tiuli., więc Rydel wyglądała jak beza, ale pasowało to do niej. Podkreślało to słodkość Delly.
O 14 musiałam jechać do kwiaciarni. Podjechałam tam z Rossem i odebrałam bukiet ślubny dla Delly oraz kwiaty od nas. Gdy wróciliśmy pod dom, zapakowaliśmy do bagażnika taksówki prezenty.

„Narrator”
Około 15 było błogosławieństwo pary młodej przez rodziców, a o 15:30 nabożeństwo w kościele. O 16 rozpoczęła się ceremonia. Gdy Rydel i Ellington składali sobie przysięgę małżeńską to wszyscy płakali ze wzruszenia. Nawet ksiądz.
O 17 Rydellington wyszło z kościoła już jako małżeństwo. Wszyscy składali im życzenia. Ostatnia podeszła do nich wysoka, czarnowłosa dziewczyna.
- Vanessa! – ucieszyła się Delly. – Jak ja za Tobą tęskniłam!
- Wszyscy za Tobą tęsknili. – poprawił ją Ell. – Miło, że jesteś.


-------------------------
Hejka.
Jest to pierwsza z czterech części rozdziału.
W kolejnych częściach akcja będzie toczyć się na weselu Rydellington.
Pozdrawiam i do napisania <3

czwartek, 26 marca 2015

20. „Przygotowania”

„Rydel”
Od fatalnego dnia u wuja Shora minęło już dużo czasu. Ja i Ell zaczęliśmy się coraz lepiej dogadywać. Kupiliśmy dom, zaplanowaliśmy ślub… Wszystko się ułożyło.
Laura wyzdrowiała i wróciła z Rossem do LA. Przynajmniej mamy już z Ellem świadków do ślubu na miejscu.  Przygotowania ruszyły pełną parą. Ross i Ell wybrali się po garnitur dla Ella, a ja z Laurą na pierwszą przymiarkę sukni ślubnej.
Weszłyśmy do salonu. Krawcowa już na mnie czekała. Szybko ubrałam suknię. Pokazałam się Laurze.
- I jak? – spytałam.
- Ślicznie.
- Wszyscy tak mówią, a ja twierdzę, że ta suknia ma za mało tiuli i, że wygląda jak z lumpeksu! – krzyknęłam i schowałam się za zasłoną. Zdjęłam suknię i poszłam porozmawiać z krawcową.
- Co to ma być!? Suknia z lumpeksu!? – nakrzyczałam na nią.
- A  co sobie panienka myślała? Że za 1000$ kupi ładną suknię?
- Właśnie tak! Skoro tutaj jest taki syf to ja idę kupić sukienkę gdzie indziej! – oznajmiłam. – Laura idziemy! – zawołałam przyjaciółkę i opuściłyśmy ten salon.

„Laura”
- Gdzie teraz idziemy? – spytałam.
- Do kolejnego salonu ślubnego.
Tak więc poszłyśmy. Zwiedziłyśmy jeden salon, drugi, trzeci, czwarty… I nic. Żadna suknia nie była odpowiednia. W końcu w piątym znalazłyśmy idealną sukienkę. Białą, z dużą ilością tiuli… Taką jaką Delly chciała. Przymierzyła ją i od razu kupiła. Później wybierałyśmy coś dla mnie. W końcu zdecydowałam się  na żółtą sukienkę krótką z przodu, długą z tyłu. Później poszłyśmy do sklepu obuwniczego, a następnie po dodatki.
Do domu wróciłyśmy późnym wieczorem. Pani Stormie robiła kolację, chłopaki grali na Playstation… Wszystko było tak jak zwykle.

wtorek, 24 marca 2015

19. „Ucieczka Vanessy”

„Vanessa”
Nadszedł dzień mojego ślubu. Wszystko było gotowe. Na wieszaku wisiała biała sukienka, a pokój obok był cały załadowany prezentami. Powinnam skakać z radości, ale jest jeden problem ~  wcale nie kochałam mężczyzny, za którego miałam wyjść, nawet znałam go zbyt dobrze. Po za tym tęskniłam za moją rodzinką. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Muszę coś zrobić żeby uciec. Ostrożnie zeszłam po schodach. Nikt mnie nie widział. Wszyscy zajęci są przygotowaniami więc to chyba dobry moment. Chwyciłam za klamkę od wyjściowych drzwi.
- Dokąd się panienka udaje? - spytał służący, który pojawił się znikąd.
- Pospacerować. Świeże powietrze dobrze mi robi. - wymyśliłam.
- Proszę się nie oddalać. Niedługo ślub. - przypomniał.
- Tak. Tak. Pamiętam. - odpowiedziałam i jak najszybciej oddaliłam się od pałacu. Nawet wysoki płot nie był dla mnie przeszkodą. Zdjęłam buty i ostrożnie przeskoczyłam przez niego. Całe dzieciństwo spędziłam na wsi i doskonale pamiętałam jak to się robi. Potem pobiegłam przed siebie. Byleby być jak najdalej od tego miejsca.


--------------------------
Witam Was serdecznie.
Dzisiejszy, krótki rozdział napisała Rikeroholic.
Pozdrawiam i do napisania <3